Kara śmierci, twierdzenie Pitagorasa i rozwój doktryny

Nie minęło nawet dwa tygodnie, od momentu, kiedy założyłem bloga, zatytułowanego ,,Teologia na wirażu”, i teologia rzeczywiście na wirażu się znalazła. A nawet więcej: zawisła nad nią kara śmierci. To chyba jednak wystarczająca motywacja, aby poświęcić małą chwilę komentarza temu, co znów podczas upalnego lata rozgrzewa czujnych komentatorów kościelnej rzeczywistości. Rzecz wygląda poważnie, ponieważ Ojciec Święty Franciszek zlecił korektę do jednego z artykułów Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym zmianie ulega stanowisko Kościoła w kwestii kary śmierci. Katechizm orzeka teraz jednoznacznie: kara śmierci jest niezgodna z Ewangelią. Innymi słowy, kara śmierci i Objawienie wykluczają się co oznacza, że wykonywanie kary śmierci jest z wolą Pana Boga sprzeczne.

Łatwo teraz więc wpaść w następującą aporię: jak to jest możliwe, że coś, co Kościół uznawał przez wieki za legalne, nagle staje się nielegalne? Intuicja podpowiada przecież,  że nie ma dwóch prawd: nie może stać się nieprawdą to, co dotychczas prawdą było. Tego typu upraszczające myślenie prowadzi niestety do prób oskarżenia Stolicy Apostolskiej o niszczenie doktrynalnej tradycji czy wręcz herezję. W moim odczuciu jest to sytuacja trudna ale i  ciekawa, ponieważ rzucone zostaje tutaj wyzwanie potocznym intuicjom, dotyczącym sensu teologicznych sformułowań. A jak wiadomo, intuicje mogą być jedynie dobrym początkiem, a nie drogowskazem na drodze do prawdy.  O chwiejności intuicyjnego podejścia w tej materii przekonały już wystarczająco osiągnięcia XX-wiecznej teologii oraz orzeczenia Soboru Watykańskiego II (Konstytucja o Objawieniu Dei Verbum).

W tym wpisie będę miał również okazję odpowiedzieć komentatorom mojego uprzedniego postu o przyczynach kryzysu powołań. Pytano w nim bowiem, dlaczego jako ksiądz odprawiający Mszę trydencką, którego ,,defaultowo” kojarzy się z teologicznym konserwatyzmem Sumy Św. Tomasza oraz antymodernistycznej przysięgi Św. Piusa X, sięgam do takich awangardowych teologów, jak Edward Schillebeeckx czy Karl Rahner. Powody takiego stanu rzeczy wyłuszczyłem szczegółowo w rozmowie, którą wraz z ks. Damianem Wąskiem przeprowadziliśmy latem rok temu (też było gorąco) dla portalu DEON z zamiarem odparcia głośnego oskarżenia o herezję, jakie pod adresem generała jezuitów zupełnie bezpodstawnie sformułował polski teolog, ks. prof. Paweł Bortkiewicz. Argumentacja przez nas zastosowana wyjęta została wprost z kluczowych prac tych teologów. Wykorzystam ją również i obecnie w celu rzucenia szerszego światła i nadania sensu doktrynalnej korekcie Franciszka. Przed dalszą lekturą wpisu zachęcam jednak gorąco do przypomnienia naszych racji we wspomnianej rozmowie, którą można znaleźć pod następującym linkiem:

https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,3819,w-obronie-generala-jezuitow-rozmowa.html

I jeszcze jedno. W moich rozważaniach nie będę się bezpośrednio rozwodził nad casusem kary śmierci, ale postaram się wskazać, dlaczego w ogóle w orzeczeniach doktrynalnych taka korekta jest możliwa i dlaczego nie implikuje ona ani zerwania z tradycją, a tym bardziej nie uprawnia do wnoszenia tak ciężkich oskarżeń, jak herezja. Licząc na uważną lekturę powyższego linku przejdę już bezpośrednio do dyskusji, dlaczego uważam, że Franciszkowa korekta spełnia warunki prawomocnego rozwoju doktryny i nie powinna z formalnego punktu widzenia budzić zastrzeżeń. Zamiast suchej teorii swoje wywody rozpocznę przykładem, wziętym z matematyki, ale na tyle prostej, że każdy sobie z tym bez problemu poradzi. To w końcu matematyka wytycza najściślejsze kryteria myślenia! Trzeba też pamiętać, że klasyczne już dziś spory teologiczne, które prowadził przykładowo św. Atanazy, nie były pobożnymi westchnieniami, ale toczyły się przy użyciu abstrakcyjnego i jak na tamte czasy wyśrubowanego aparatu pojęciowego.

W podstawówce i w średniej szkole wszyscy uczyliśmy się twierdzenia Pitagorasa i studiowaliśmy jego liczne dowody. W konsekwencji wierzymy, że twierdzenie Pitagorasa jest prawdziwe, i że w trójkącie prostokątnym kwadrat przeciwprostokątnej równa się sumie kwadratów przyprostokątnych. Nikt nam jednak dalej nie mówił, że wokół prawdziwości tego twierdzenia, a w zasadzie wokół statusu piątego postulatu geometrii Euklidesa, z którego twierdzenie to wynika, toczył się do drugiej połowy XIX wieku zagorzały spór. Pomijając obecnie jego szczegóły podsumuję go stwierdzając, że można wskazać w geometrii sytuacje, w których twierdzenie to nie obowiązuje! Jeżeli bowiem przeniesiemy się na niwę tak zwanych geometrii Riemanna, dopuszczających dowolną krzywiznę, to ważne dla płaskiej geometrii Euklidesa traci w ogólności swoją ważność i trzeba je zastąpić bardziej skomplikowaną formułą. Jeżeli kogoś już zgubiły matematyczne szczegóły, to niech jednak zauważy rzecz następującą. Przechodząc od geometrii Euklidesa do Riemanna dokonaliśmy znacznego uogólnienia, to jest, wkroczyliśmy w dużo bogatszy świat, niż ten, budowany przez średnioszkolną geometrię. Jeżeli więc próbowalibyśmy stosować w tym nowym świecie stare reguły, to szybko wyskoczylibyśmy na manowce. Mówiąc lapidarnie, rozwojowi uległa doktryna ,,geometryczna”.

Czas teraz przejść do teologii. W przytaczanym już wpisie o kryzysie powołań odwołałem się do nauczania Edwarda Schillebeeckxa i jego stwierdzenia, że w Objawieniu nie istnieje ,,nuda vox Dei” czyli ,,nagi głos Boga”. O co w tym chodzi? Objawienie jako autentyczna treść depozytu wiary nigdy nie pada w próżnię, ale zawsze posiłkuje się kulturowo uwarunkowanym ludzkim myśleniem, z zakodowanym w nim pewnym obrazem świata. Karl Rahner użył w tym kontekście metafory amalgamatu twierdząc, że związek treści objawionej z kategoriami ludzkiego umysłu, w których te treści muszą znaleźć swój wyraz, jest na tyle silny, że nigdy nie można ich dokładnie rozseparować. W tym też tkwi podstawa do prawidłowego rozumienia rozwoju doktryny. Formułowane twierdzenia doktrynalne mogą bowiem zawierać elementy, które są jedynie ludzkim narzędziem wyrazu. Wraz z rozwojem wiedzy tracą one swoja poznawczą adekwatność i podlegają eliminacji. Najlepszym przykładem tego procesu jest choćby sprawa Galileusza, w której źródło konfliktu stanowiła próba uczynienia elementem Objawienia czysto ludzkiego obrazu, jakim był geocentryczny Wszechświat.

I dokładnie taki mechanizm zadziałał jako podstawa przeformułowania stanowiska Kościoła Katolickiego w sprawie kary śmierci. Papież Franciszek uznał bowiem, że przemiany społeczne i systemowe, pozwalające na lepszą ochronę przed przestępcami niż to miało miejsce kiedyś, oraz pogłębiona refleksja nad godnością człowieka tak ubogacają nasz obraz świata, że na jego gruncie kara śmierci nie znajduje więcej swojego uzasadnienia. Nie da się ukryć, że nastąpił w tym miejscu istotny rozwój doktryny w zgodności z naszkicowanymi przeze mnie prawidłami tego rozwoju. Jeżeli chcielibyśmy jednak wskazać uprawnione obszary polemiki, to może to jedynie dotyczyć zasadności racji wskazanych przez Franciszka, a nie kwestii formalnych. Czy korzysta on w tym momencie z przywileju nieomylności? Rozstrzyganie tego typu problemów wypada jednak pozostawić bardziej szczegółowym debatom i kompetentnym w tej materii ekspertom.

Jaka lekcja płynie z podjętych w tym wpisie rozważań? Chciałbym tu wskazać na dwie rzeczy. Po pierwsze, w perspektywie decyzji Ojca Świętego Franciszka kara śmierci kwalifikuje się jako element przestarzałego porządku społecznego, który nie licuje z pogłębionym współcześnie rozumieniem natury człowieka i musi być zaniechana. Na pewno nie przynależy ona więc do depozytu wiary. W moim odczuciu w tym całym wydarzeniu liczy się jednak coś innego: Franciszek daje w ten sposób do zrozumienia, że doktryna nie jest zastygłym monolitem, ale posiada charakter dynamiczny, tworzący właściwą przestrzeń dla działania Ducha Świętego, który cały czas prowadzi nas ku pełni Prawdy, czyli ku Bogu. W takiej optyce wiara nie redukuje się do ślepej akceptacji zestawu doktrynalnych twierdzeń, ale jest dynamicznym procesem odkrywania Boskiej tajemnicy. I rzecz druga: hermeneutyka ciągłości. Ewidentnie w doktrynie coś odeszło, coś zostało zaniechane, czyli doszło do zerwania, ale depozyt wiary pozostał. Czy nie jest więc tak, że na rozwój doktryny powinniśmy popatrzeć szerzej? Czy nie angażuje on hermeneutyki ciągłości i hermeneutyki zerwania jako dwóch komplementarnych składowych jednego procesu, w którym zmienne jest to, co ludzkie,  a trwałe to, co Boskie? To powinno znacznie ułatwić bezpieczne wychodzenie z teologicznych wiraży.

 

23 odpowiedzi do “Kara śmierci, twierdzenie Pitagorasa i rozwój doktryny”

  1. Dla Franciszka – SUKCES.
    Kościołowi 2000 lat opóźnienia w tej sprawie chwały nie przynosi.
    A co do argumentacji – dla mnie największą wartość ma przypominanie o pomyłkowych skazaniach, które w przypadku zastosowania kary śmierci przynoszą tragiczne skutki pt. „zabicie niewinnego i bezbronnego”.
    Pozdrawiam.

  2. Co w ramach nowej wykładni nt. kary śmierci robimy z Dobrym Łotrem? Stwierdził on wszak przed śmiercią, że wraz ze Złym Łotrem cierpieli „sprawiedliwie, odbierając słuszną karę za swoje uczynki” (Łk 23:40-41). Opcję widzę dwie.

    Pierwsza: mamy tu do czynienia z przypadkiem fałszywej świadomości – Dobry Łotr tkwił w zupełnym błędzie co do sprawiedliwości odbieranej kary i nie dostrzegał, że gwałci ona jego elementarną ludzką godność. Chrystus był zbyt umęczony, by wyprowadzać go z błędu, więc poprzestał tylko na docenieniu skruchy i zaproszeniu go do raju. W rezultacie tego zaniechania ze strony Jezusa (albo zaniechania ze strony autora natchnionego, który nie odnotował polemiki ze strony Jezusa), Kościół przez dwa tysiące lat tkwił w błędnym przeświadczeniu, że kara śmierci jest dopuszczalna, a nawet – o zgrozo – może być w pewnych sytuacjach uznana za sprawiedliwą.

    Opcja druga: w czasach Chrystusa kara śmierci była sprawiedliwa i nie naruszała godności skazanego, ponieważ społeczeństwo nie dysponowało jeszcze odpowiednimi środkami całkowitego bezkrwawego unieszkodliwienia przestępcy. Ale dzisiaj już takimi środkami dysponuje i w związku z tym dzisiaj kara śmierci jest niedopuszczalna i gwałci godność skazanego.

    Jak domniemuję, Ksiądz skłania się ku tej drugiej interpretacji. Osobiście przyznaję jednak, że koncepcja uzależniająca godność człowieka od stanu technicznych możliwości więziennictwa jawi mi się jako dość odpychająca. Pomijam już fakt, że nawet teraz nie ma czegoś takiego, jak gwarancja całkowitego bezkrwawego unieszkodliwienia przestępcy.
    Nie rozumiem też, jak można uważać, że uśmiercenie mordercy narusza jego godność, natomiast zamknięcie go w klatce na resztę życia – jego godności nie narusza.

    Reasumując, po prawdzie, widzę też i trzecią opcję interpretacji – Franciszek mylnie uważa karę śmierci za atak na godność skazanego. Kara ta jest sprawiedliwą odpłatą za odebranie z premedytacją życia niewinnej osobie. Każdą sprawiedliwą karę można z godnością przyjąć. Także tę ekstremalną karę, o czym najlepiej świadczy właśnie przypadek Dobrego Łotra.

    1. Dziękuję za merytoryczny komentarz. Mój tekst nie szedł jednak aż tak daleko, ponieważ nie poddawałem szczegółowej ocenie konkretnego przypadku kary śmierci. Chodziło mi raczej o wątek metodologiczny. Wątek skuteczności więziennictwa i godności człowieka są raczej rozłączne, więc nie wprowadzałbym tutaj powiązania między godnością a stanem systemu wymiaru sprawiedliwości. Uzasadnienie godności człowieka płynie raczej z innych źródeł, np. personalizmu Jana Pawła II. Podejście to motywowane było między innymi horrorem wojny. Moim zdaniem wątek godności człowieka ujrzy swoje nowe i zaskakujące światło z perspektywy teologii ewolucyjnej. Z perspektywy teorii ewolucji obrona tezy o człowieku jako o koronie stworzenia robi się problematyczna.

  3. Obecna nauka Kościoła o karze śmierci odwołuje się do pogłębionego obecnie rozumienia nienaruszalności i godności osoby.
    Owego pogłębienia szuka ono w aktualnej świadomości społecznej.
    A więc nie w źródłach Objawienia-Piśmie Świętym i Tradycji lecz źródłach typowo świeckich (prof.Bartyzel pisze tu o heglowskim Weltgeist).
    Na czym owo pogłębienie ma z grubsza polegać?
    Ano, na tym,iż jakkolwiek byś nie napsocił nie poniesiesz za to pełnej odpowiedzialności ,nawet jakbyś chciał ją ponieść
    Dlaczego tak się dzieje?
    Dlatego,że nie jesteś wolny,państwo pozbawia cię wolności poddania się karze śmierci.
    Po co katolikowi tak wolności?
    Po to aby wypełnić funkcję ekspiacyjną kary śmierci
    Do czego więc prowadzi „pogłębione” rozumienie godności?
    Prowadzi do degradacji osoby ludzkiej-odarcia jej z wolności.
    Czy taka nauka o ludzkiej godności ma swe źródło w Objawieniu?
    Nie ma
    Czym więc jest?
    Błędną nauką,której katolik nie ma obowiązku słuchać

    1. Nie ma zgody co do tego, że Objawienie nic nie mówi o godności. Tutaj wykorzystuje się często wyjątek z Rdz 1,26, mówiący o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Franciszek wyraźnie w artykułowaniu godności powołuje się na Jana Pawła II, czyli na personalizm. A poza tym gdzie tu logika? Czy kara śmierci może być wyborem?

      1. Nigdzie nie twierdzę,że Objawienie nie mówi o godności,lecz,że przyjęte przy okazji zmiany katechizmu rozumienie godności jest z Objawieniem niezgodne.
        Nigdzie nie twierdzę,że kara śmierci jest wyborem,lecz,że właściwe rozumienie godności zakłada dokonanie owego wyboru w obliczu kary śmierci.
        Celem tego co napisałem było wskazanie na godność jako podstawę przyjęcia zmian katechizmowych.
        Twierdzę,iż przyjęte pojęcie godności z powodu o którym wyżej nie jest katolickie i jako wadliwa podstawa jako katolika mnie nie obliguje .

  4. Rozumiem, że tekst Księdza odnosił się do kwestii „metodologicznej” (jak usprawiedliwić zmianę jakiegoś elementu doktryny wobec zarzutu, że jakakolwiek zmiana rozwala całą doktrynę). Podoba mi się analogia do losów twierdzenia Pitagorasa w geometrii nieeuklidesowej, ale uważam, że w tym konkretnym wypadku jest ona nietrafiona. Świetnie pasowałaby ona do ewolucji poglądów na niewolnictwo, ale tutaj tego nie widzę.

    Nowy artykuł katechizmu brzmi następująco (https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2018-08/reskrypt-karze-smierci-kongregacja-nauki-wiary-katechizm.html):

    „(1) Wymierzanie kary śmierci, dokonywane przez prawowitą władzę, po sprawiedliwym procesie, przez długi czas było uważane za adekwatną do ciężaru odpowiedź na niektóre przestępstwa i dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego. (2) Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw. (3) Co więcej, rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo. (4a) Ponadto, zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, (4b) a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win. (5) Dlatego też Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie.”

    Zdanie (1) jest rzeczowym podsumowaniem tradycyjnego spojrzenia na tę sprawę (które z pewnością nie podobało się Janowi Pawłowi II). Zdanie (2) byłoby na miejscu, gdyby tradycyjna doktryna głosiła, że po popełnieniu jakichś przestępstw człowiek traci godność. Czy tak głosiła, nie wiem. Nawet jeśli głosiła, możemy to uznać za błędne i nie wynika stąd wcale niedopuszczalność kary śmierci. Zdanie (3) nie ma żadnej konkretnej treści – nie wiadomo, jakie było poprzednie rozumienie tego sensu, jakie jest nowe, ani czy zmiana była na dobre, czy na złe. Zdanie (4a) byłoby prawdziwe, gdyby nie było przypadków morderców-recydywistów. Takie przypadki są, więc zdanie jest fałszywe – gwarancji nie ma. Nie jestem pewien, na czym może polegać odkupienie winy za morderstwo (4b), ale wydaje mi się, że w większości przypadków sprowadza się to do całkowitej skruchy i dobrowolnego poddania się karze – jest absolutnie oczywiste, że kara śmierci też nie odbiera tej możliwości skazańcowi (vide: Dobry Łotr). Zdanie (5) wymagałoby przynajmniej jakiejś próby skonfrontowania się z fragmentem Ewangelii, w którym Dobry Łotr w obecności Jezusa wprost uznaje karę śmierci, na którą sam jest skazany – za sprawiedliwą. Chciałbym też wiedzieć, co pisałem już poprzednio, jakim cudem zamachem na nienaruszalność i godność osoby jest kara śmierci, a nie jest takim zamachem trzymanie człowieka siłą przez całe życie w klatce. Czy wyroki polskich sądów podziemnych z czasów II wojny światowej mamy od teraz uznawać ze wstydem za przejawy braku poszanowania dla elementarnej godności człowieka? Czy może wtedy jeszcze było to w porządku, ale od teraz w takich przypadkach w zgodzie z etyką katolicką będzie można tylko wysyłać szmalcownikom listy z upomnieniem? Czy może sądy podziemne mogą skazywać na śmierć, ale oficjalne „nadziemne” już absolutnie nie? Itd.

    Na wiele tego typu pytań trzeba rzeczowo odpowiedzieć, by przekonująco uzasadnić tezę o integralnym rozwoju doktryny. Bez takiego uzasadnienia wygląda to tylko na manifestację woli Papieża, którą jedni uznają za szlachetny odruch serca, a inni za pójście z prądem dominującej mody intelektualnej.

    1. Ad2) Wedle tradycyjnej nauki mamy 2 rodzaje godności – naturalną (z racji stworzenia) – nieutracalną i nadprzyrodzoną -utracalną z powodu grzechu ciężkiego.
      Kara śmierci ze swą funkcją ekspiacyjną miała min.za zadanie przywrócenie tego drugiego rodzaju godności.
      Aby to mogło jednak zaistnieć człowiek winien dysponować woną wolą, czego obecne rozwiązanie katechizmowe najwyraźniej go pozbawia

      1. Godność utracalną niweluje sakrament spowiedzi, ponieważ przywraca on człowieka do stanu łaski, utraconej przez grzech ciężki. Do spowiedzi może przystąpić i ten co odsiaduje dożywocie i ten oczekujący na egzekucję. Trudno jest oceniać, czy większy dramat przeżywa ktoś, kto wie, że za tydzień straci życie czy ten, który jest świadomy, że nigdy murów więziennych nie opuści. Horror więzienny to powszechnie znana kwestia, więc można by paradoksalnie pomyśleć, że kara śmierci to lżejsze wyjście, bo po prostu skracamy sobie męki. No i szybciej idziemy tam, gdzie nasze prawdziwe miejsce.

        1. Owszem niweluje ,ale pozostaje kwestia kary.
          Przyjęta świadomie odpowiedzialność za dokonany czyn w postaci kary śmierci świadczy o dojrzałości skazanego, dojrzałości właśnie do podjęcia odpowiedzialności, co jest wyrazem autentycznej godności człowieka.
          Kara dożywotniego pozbawienia wolności, owej odpowiedzialności skazanego pozbawia, czyniąc go marionetką w rękach pseudohumanitarnych ideologii.
          Szkoda,iż mało kto rozumie,iż nie zachowanie życia jest najwyższym prawem, lecz zbawienie duszy.

  5. Jakkolwiek to byłoby niewygodne trzeba mieć w sobie pokorę, aby przyjmować dobre zmiany nawet gdy na pozór nie są po naszej myśli.

    Co byśmy nie mówili, to trudno zaprzeczyć faktowi, że nasz sposób rozwiązywania problemów zależy od naszych materialnych i umysłowych możliwości.

    Nie można karać biedaka za to ukradł chleb, ale trzeba pomóc mu w utrzymaniu się.

    Nie można bić dziecka za to, że porwało sweter bo wyciągneło z niego metr nitki, bo maluch nie był świadomy efektu swoich działań.

    Tak samo trudno jest wymagać od faceta bez rąk że nie pomógł kobiecie przenieść ciężkiej torby.

    Pozbawianie życia drugiego człowieka jest złem, zwłaszcza kiedy ten człowiek nie stwarza już bezpośredniego niebezpieczeństwa.

    Prawda jest tylko jedna, a my cały czas próbujemy zbliżyć się do niej. Po drodze nie wszystko robimy idelanie, ale staramu się robić kolejny krok naprzód. To na tym polega wzrost.

    Własnie to zrobił papież Franciszek.

  6. Dobry Łotr słusznie uznaje się za winnego i zasługującego na karę, w przeciwieństwie do niewinności Jezusa i niesprawiedliwości Jego kary. To zasadniczy sens jego wypowiedzi. Dotyczy ona FAKTU ukarania, a nie WYMIARU kary. Swój sens zachowałaby również wtedy, gdyby dotyczyła dożywocia, choć oczywiście w przypadku kary śmierci wybrzmiewa mocniej.

  7. Co do godności – wydaje się to sensownym rozróżnieniem i możemy przyjąć, że w katechizmie mowa jest o godności naturalnej. Niestety wygląda mi na to, że w nowym ujęciu katechizmowym ta godność staje się pojęciem wewnętrznie sprzecznym.
    Jednak co do wolnej woli – obecne rozwiązanie nijak jej człowieka nie pozbawia. Morderca nie jest od wybierania sobie kary. Równie dobrze można by twierdzić, że wolność odbiera skazanemu zakaz śmierci kwalifikowanej, który wszyscy chyba akceptujemy…?

    1. Człowiek prawdziwie wolny wie ,że dokonując pewnych czynów bierze za nie odpowiedzialność.Zakaz kary śmierci owej odpowiedzialności go pozbawia a więc degraduje jego godność.

  8. ” Intuicja podpowiada przecież, że nie ma dwóch prawd: nie może stać się nieprawdą to, co dotychczas prawdą było.”

    Litości, nie intuicja ale logika. I nie „podopowiada”, lecz mówi wprost.
    1. Kara śmierci jest dopuszczalna.
    2. Kara śmierci jest niedopuszczalna.
    Obydwa te zdania nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
    Niestety z logiką w tym tekście jest większy problem.

    (o tw. Pitagorasa)
    „można wskazać w geometrii sytuacje, w których twierdzenie to nie obowiązuje!”

    W każdej geometrii spełniającej 5 postulatów Euklidesa, to twierdzenie jest prawdziwe.
    Można jedynie zbudować nową geometrię (nieeuklidesową), do której to twierdzenie się nie odnosi. Można więc pokazać, że POZA geometrią euklidesową nie obowiązuje.

    „Jeżeli bowiem przeniesiemy się na niwę tak zwanych geometrii Riemanna, dopuszczających dowolną krzywiznę, to ważne dla płaskiej geometrii Euklidesa traci w ogólności swoją ważność i trzeba je zastąpić bardziej skomplikowaną formułą.”

    Twierdzenie to ZAWSZE i NIEZMIENNIE pozostanie prawdziwe dla przestrzeni euklidesowych.
    Geometria Riemanna nie neguje geometrii euklidesowej, ale ją poszerza. Traktuje jako szczególny przypadek.
    Nie można więc powiedzieć, że w ogólności tw. Pitagorasa nie może być spełnione w geometrii. A jedynie, że nie zawsze jest spełnione. Nie jest więc „niedopuszczalne”.

    Jeżeli zamierzał Ksiądz przeprowadzić analogię do kary śmierci, należałoby powiedzieć, że dowiedzieliśmy się, iż mogą zaistnieć warunki, w których kara śmierci nie ma zastosowania. Co nie zmienia faktu, że niezmiennie istnieją te, w których ma zastosowanie.

    I OK! Z tym nikt się nie kłuci. Tak brzmiało nauczanie Kościoła PRZED ostatnią reformą Katechizmu.
    P. Franciszek jednak to podejście zmienił! Obecnie zapis jest następujący:
    „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby”
    Skoro jest niedopuszczalna, tzn. że nie istnieją okoliczności usprawiedliwiające jej stosowanie. Co jest sprzecznością wobec starego zapisu:
    „tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia”

    Jeśli chodziło o to, że OBECNIE jest niedopuszczalna, to należało wyraźnie określić warunki, w których nie można jej stosować (powstaje również wątpliwość, jak papież jest w stanie arbitralnie stwierdzić, że na cały świecie warunki te są spełnione).
    Jeżeli chodzi o to, że w ogólności jest niedopuszczalna, mamy sprzeczność z poprzednim nauczaniem.

    Zapis ten jest więc szalenie nieprecyzyjny i zakłada posiadanie wiedzy, której papież realnie posiadać nie może (w co ciężko uwierzyć), albo jest otwarcie sprzeczny ze wcześniejszym nauczaniem.

    1. Dziękuję za ten post, bardzo się cieszę, że się pojawił, bo dotyka sedna problemu. Tylko że jest to już głębszy ontologiczny problem odniesienia teorii do rzeczywistości. Całkowita zgoda z tym, że twierdzenie Pitagorasa obowiązuje jako prawdziwe przy założeniu aksjomatyki Euklidesa. Ale to jest teoria, która lepiej lub gorzej przybliża rzeczywistość. Akurat geometria Euklidesa jest nam tak oczywista, ponieważ wyewoluowaliśmy na poziomie rzeczywistości, gdzie ta geometria tę rzeczywistość nam adekwatnie przybliża. Niestety, teologia jeszcze nie przeszła na ten etap, że każda doktryna teologiczna to model jakoś tam chwytający istotę Boga i że żadne teologiczne stwierdzenie nie może mieć statusu absolutnej prawdy. Są to tylko mniej lub bardziej skuteczne przybliżenia. W ścisłym sensie ma Pan rację: model bez kary śmierci został teraz znacznie uprawdopodobniony, natomiast choć model z karą śmierci jest prymitywniejszy to jego adekwatność nie jest zerowa i można by próbować ten zakres zdefiniować. Tak jednak teologia w ogóle nie nauczyła się jeszcze myśleć (będzie musiała, bo straci całkowicie wiarygodność), dlatego gratuluję intuicji,

  9. Nie fetyszyzujmy kary śmierci. Jej zakaz nikogo nie pozbawia odpowiedzialności w sensie moralnym. Morderca musi odpokutować w ten czy inny sposób. Odpokutować może nawet przebywając na wolności i nijak nie degraduje to jego godności.

  10. Szczęść Boże,

    Dziękuję za wpis.. i spokojne, życzliwe podejście do dyskutantów,i odpowiadanie im. Co za rzadkość!
    Czytam komentarze od chwili ogłoszenia zmiany w KKK, nie tylko polskie. Pamiętam też dobrze, jak o niezmienności dot. k. ś. pisali uczeni tej rangi, co o. Ślipko czy kard. Dulles. Całość wyraźnie pokazuje, że nie można mówić o praktycznej pewności nauczania Kościoła. Przeciwnie, raczej znów zdarzył się przypadek dodania czegoś lub rzeczywistej zmiany. I dlatego zmiana ta stała się „ostatnią kropla”,która spowodowała moje odejście z K. Katolickiego; nie wierzę, że jest on Kościołem Pana, że w nim trwa ten Kościół.

    Pozdrawiam Księdza i dyskutantów.

  11. Tutaj problem jest z czym innym. Skoro przyjąć, że Kościół z czasem coraz lepiej odczytuje Objawienie, to może się zdarzyć, że są ludzie, którzy wyprzedzają Kościół i widzą lepiej niż on. Co wtedy? Mają rację? Czy są nieposłuszni?

  12. To będzie jednak w temacie, bo odniosę się do śmierci ale duchowej. Mogę się mylić ale chyba gdzieś jest napisane, że karą za grzech jest śmierć. Odnosi się to nie do śmierci cielesnej ale duchowej. Odniose sie do wypowiedzi profesora:

    „””Godność utracalną niweluje sakrament spowiedzi, ponieważ przywraca on człowieka do stanu łaski, utraconej przez grzech ciężki. „””
    Według mnie, to twierdzenie nie jest do końca prawdziwe – a dlaczego tak myślę?

    J 3
    W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie1, nie może ujrzeć królestwa Bożego». 4 Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» 5 Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego2.

    J 6
    53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez9 Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

    Odnoszę się konkretnie do tego:

    „””Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.”””

    Sama spowiedź, to jest tylko obmycie się ze swoich grzechów.
    To dotyczy słów Jezusa – Narodzić się z wody.
    Teraz aby narodzić się z Ducha, to trzeba spożyć Ciało i Krew Chrystusa. Dopiero powołanie się na Jego Ofiarę i przyjęcie Ciała i Krwi Chrystusa przywraca Życie w Bogu.
    Niemożliwy jest powrót do Życia bez spożycia Ciała i Krwi Jezusa.

    Ez 37
    8 I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. 9 I powiedział On do mnie: «Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli». 10 Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie2.

    Tutaj też jest przedstawiony powrót do Życia w dwóch etapach.
    Dopiero jak wstąpił w nich Duch Boży, to ożyli. To się dzieje właśnie na skutek spożycia Ciała i Krwi Chrystusa.

    1. Ale nie każdy może spożywać, św Paweł mówi „ze kto spożywa niegodnie, winien będzie Ciała i Krwi”. A Jezus dał apostołom władze odpuszczenia grzechów „komu odpuścicie będzie odpuszczone, komu zatrzymanie będzie zatrzymane”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.