Mało oryginalny początek

Szczęść Boże,

Jakoś naszło mnie ostatnimi czasy,  żeby powrócić do pisania bloga. Kiedyś już coś takiego robiłem, co miało dość enigmatyczną nazwę TK SDK.  Strzępy tego materiału gdzieś są jeszcze dostępne na sieci ale chyba nic tam specjalnie ciekawego nie ma. Wiele od tego czasu się zmieniło, przede wszystkim w moim myśleniu. Jakoś dziwnie zacząłem się zgadzać z powtarzanym często przez Leszka Kołakowskiego określeniem czasów,  w których przyszło nam żyć jako post-chrześcijańskich. Choć zgadzam się z tą diagnozą, to jednak nie zgadzam się z tym, że to można po prostu tak zostawić. Chrześcijaństwo ma wielką szansę, tylko trzeba to umiejętnie z powrotem wydobyć. Temu też chciałbym poświęcić moją publikowaną tu pisarską działalność.

Nie mam też zamiaru budować bez fundamentu, albo próbować tworzyć coś z niczego. Pierwszym kluczowym dla mnie drogowskazem jest przypisywane Bernardowi z Chartres (nie mylić ze św. Bernardem z Clairvaux) stwierdzenie, że ,,jesteśmy jak karły, które wspinają się na ramiona gigantów, by widzieć więcej od nich i dalej sięgać wzrokiem, i to nie za sprawą bystrości swojego wzroku, czy wysokości ciała, lecz dzięki temu, że wspinamy się w górę i wznosimy na wysokość gigantów”. Drugim drogowskazem, wyjaśniającym de facto dlaczego zatytułowałem ten blog Teologia na wirażu jest w moim odczuciu bardzo prorocze stwierdzenie św. Jana Pawła II, zawarte w jego liście do dyrektora Watykańskiego Obserwatorium, George’a Coyne’a SJ. Pełny tekst listu, do lektury którego wszystkich gorąco zachęcam, można znaleźć pod linkiem:

https://www.obi.opoka.org.pl/zfn/012/zfn01201JanPawel.pdf?id=7506.

Papież skonstatował w nim, że ,, nauka może oczyścić religię z błędów i przesądów; religia może oczyścić naukę z idolatrii i fałszywych absolutów”. Wirażowanie w teologii będzie więc próbą pokazania, co w teologii jest prawdą, w którą jesteśmy zobowiązani wierzyć, a co jest jedynie naszym ludzkim wytworem. Największa tragedia wydarza się bowiem wtedy, gdy to, co ludzkie, zaczynamy traktować jak to, co boskie. Stajemy się wówczas bałwochwalcami. Powyższy wyjątek z Jana Pawła II podpowiada też wyraźnie, że centralną rolę w prowadzonych rozważaniach odgrywać będzie nauka. W ten sposób pragnę pozostać wierny nie tylko Księdze Pisma, ale również Księdze Natury, w której Bóg zawarł zamysł swojego stworzenia. Czytam ją od wielu lat z nie mniejszym zapałem, niż Biblię.  Jeśli chodzi o Biblię natomiast, to ostatnio najbardziej inspiruje mnie przypowieść o pszenicznym ziarnie (J 12, 24): ,,Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. Jeżeli bowiem nie obumrzemy dla tego, co ludzkie, to nigdy nie odsłoni nam się to, co boskie. Przypowieść ta nawołuje nas do porzucenia naszych myślowych stref komfortu, do wyjścia z religijnego myślenia obrazami, które może choć słodkie, idylliczne i tradycyjne, to, zwłaszcza interpretowane literalnie, pozostawiają nas w sferze baśni. Zapraszam zatem do wspólnej wycieczki na krawędzie teologii, bo tam tylko otwiera się prawdziwy horyzont Tajemnicy. To rzeczywiście można tylko wziąć wirażem.

Zachęcając do wspólnego odkrywania – a nie powtarzania do znudzenia oklepanych regułek – polecam wyjątek z kolejnego giganta myśli – Alberta Einsteina:

Najpiękniejszym, co można przeżyć, jest tajemnica. Jest to podstawowe odczucie stojące u kolebki prawdziwej sztuki i nauki. Ten, kto tego nie ma i nie potrafi się już dziwić i zdumiewać, jest, że tak powiem, martwy i ma wygasłe oczy.

U mnie wyjściówki są darmo: jak kogoś to bulwersuje, mąci w głowie lub przyprawia o zawrót głowy, zawsze można się przenieść do bezpiecznej i spokojnej laguny. Nie mam jednak do końca pewności, czy takie tutaj na Ziemi w ogóle można znaleźć.

 

 

 

2 odpowiedzi do “Mało oryginalny początek”

  1. A może to jest naturalna kolej rzeczy?
    W okolicach 400rn.e. jakiś Rzymianin mógłby powiedzieć, że mieszka w kraju „post-pogańskim”, tak samo jakiś Litwin w 1400 roku.
    Oczywiście poganie nie nazywali tak sami siebie. Chodzi o to, że przemijanie, zmniejszenie miejsca pobytu lub zmniejszanie liczby wiernych rozmaitych wyznań miało miejsce wielokrotnie. Jeśli zatem Katolicyzm zaniknie w Europie, a pozostanie mocny np. w Ameryce Południowej – nie będzie to nic nowego ani nadzwyczajnego.
    Pozdrawiam.

  2. A szczęść boże.

    Pisać… hmm… a kto to będzie czytać?

    Dziś… trwa niespotykana w dziejach świata nagonka oraz największe i bezwzględne polowanie. Na co? Na kogo?

    Na ludzką uwagę i czas.

    Nie będzie łatwo. Proszę mi wierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.